Klasztor w Lubiążu

Po zwiedzeniu Wołowa postanowiliśmy zobaczyć Klasztor w Lubiążu. Paweł bardzo chciał, już kilka dni wcześniej mówił mi, że chciałby Opactwo Pocysterskie zobaczyć. No to na rynku wsadziliśmy swoje szanowne cztery litery do Skodziny i pojechaliśmy do Lubiąża.

Kiedyś Lubiąż kojarzył się tylko z wariatkowem Szpitalem Psychiatrycznym, w liceum będąc śmialiśmy się z busików, które zmierzały do Lubiąża. Mówiło się przez Uraz do Lubiąża. Ale promocja troszkę zrobiła swoje i Lubiąż nie kojarzy się tylko z Szpitalem, a także z Pocysterskim Opactwem.

Mieliśmy trochę czasu, gdyż zwiedzanie Klasztoru zaczyna się o pełnej godzinie, więc postanowiliśmy coś zjeść. A jak jeść, to wiadomo pierogi w Karczmie Cysterskiej, znajdującej się tuż przy klasztorze. O tym co jedliśmy, co nam smakowało, a czego nie polecamy można przeczytać tutaj:
 http://dolnoslaskipodroznik.pl/karczma-cysterska/ ‎

Posileni udaliśmy się do Klasztoru i ku naszej radości okazało się, że jesteśmy tylko dwójką Polaków, a z nami będzie zwiedzać wycieczka niemiecka. Co najfajniejsze wycieczka miała własnego przewodnika, więc mieliśmy Panią Małgosię – przewodniczkę tylko dla siebie, co było naprawdę genialne. Mieliśmy jeszcze taką dogodność, że mogliśmy wszędzie wejść wcześniej i robić zdjęcia pustym pomieszczeniom, co mnie bardzo bardzo ucieszyło.

Do zwiedzania udostępniona jest jadalnia opatów, sala książęca, kościół NMP oraz refektarz. Jadalnia opata znajduje się tuż przy wejściu. Stanowi szereg połączonych ze sobą pomieszczeń ze ślicznie zdobionymi sufitami. Mi szczególnie podobają się malowidła z roślinami. Niemcy trzaskają zdjęć na potęgę, więc i my przestajemy się hamować.

Tak więc przebiegiem Odry wymalowanym na podłodze jednego z korytarzy idziemy do sali książęcej. Paweł dziwi się, że Odra urywa się nagle, ale też nie wiemy co jest za drzwiami, może dalszy przebieg?

Sala książęca robi wrażenie. Jest niesamowita. Wyobraźcie sobie, rozpiździej w klasztorze nieprzeciętny, kable powyrywane ze ścian, gruzy leżące tu i ówdzie, a  tu nagle podchodzimy do ogromnych drzwi z kolumnami po bokach, na których stoją czarnoskórzy mężczyźni. Z radością otworzyliśmy drzwi (wycieczka niemiecka pozostała daleko w tyle razem z naszą Panią Przewodnik Małgosią) i oczy nam wylazły z orbit. Coś cudownego, robiącego niesamowite wrażenie. Sala jest wysoka na dwie kondygnacje, co daje ponad 13 metrów. Zdobią ją rzeźby i malowidła barokowe, a sala uważana jest za jedną z największych perełek śląskiego baroku. W takim stanie jest dlatego, gdyż dowództwo wojsk radzieckich stacjonujących po II Wojnie Światowej w Opactwie zdecydowało się na zamurowanie wejścia do sali, dlatego gdyż jeden z szeregowych chodził po strychu – malowidle na suficie, który zapadł się był i nieszczęśnik poniósł śmierć na miejscu niszcząc przy tym malowidło.  Salę książęcą odnowiła Fundacja Lubiąż i udostępniła do zwiedzania.

Mam i ja osobistą fotografię w sali książęcej, ponieważ było mi bardzo zimno w Klasztorze, Paweł poratował mnie swoim swetrem, dużo za dużym na mnie, więc wyglądam jak wyglądam 😉

Klasztor Lubiąż 25 768x1024 Klasztor w Lubiążu
Dolnośląska Podróżnica w Sali Książęcej

Po zwiedzeniu sali książęcej przeprowadzono nas przez klasztorny dziedziniec do kościoła.
Na dziedzińcu staram się sfotografować ciekawe miejsca, jak wejścia do piwniczek. Niestety coś mi poszło nie tak, nie ma…

A kościół? Kościołem już nie jest, tylko pokościelną budowlą. Piękną gotycką. Zbarokizowaną. Niestety pustą wewnątrz. Całkowicie. Choć na szczęście odgruzowaną. Niegdyś znajdowały się tu przepiękne dzieła Michała Willmana, teraz pozostały jedynie haki po obrazach oraz puste ramy. Wrażenie nie z tej ziemi.

Po drodze z kościoła do refektarza nasza Przewodniczka pokazuje nam śliczne malowidła barokowe w małych salkach. Zaglądamy przez dziury w drzwiach.

Na końcu zwiedza się refektarz Cystersów. Ślicznie zrobione wnętrze, tym razem jednokondygnacyjne. Odnowione na cacy, tak że nawet się przejść po nim nie można. Pani Małgosia pokazuje nam windę, którą dowożono jedzenie dla Cystersów z kuchni, własnie w tym pięknym refektarzu.
Na zdjęciu poniżej znajduje się także jedna ze scen z życia benedyktynów. Pani Przewodniczka mówi że to błogosławieństwo/modlitwy nad winem. W ogólnych śmiechach, jak to żyli Cystersi. Mi jednak udaje się z pomocą oczywiście dotrzeć do informacji, że malowidło przedstawia scenę z życia św. Benedykta i jeden z jego cudów, gdy pusta beczka napełniła się oliwą.

Na tym kończy się zwiedzanie wnętrza Opactwa. W tym miejscu pragnę jeszcze raz podziękować Pani Małgosi za oprowadzenie i ciekawe opowieści. I w tym samym miejscu kończy nam się bateria w Pawła nowym aparacie foto.
Wniosek testów aparatu fotograficznego Canon Power Shot SX510 jest taki, że jak się chce dużo zdjęć zrobić trzeba zainwestować w kolejną baterię, albo i cały zestaw baterii doń.
Mamy na całe szczęście w samochodzie mój niezawodny kompakt, więc spieszymy po niego, aby udać się na spacer w okół klasztoru.

Opactwo w Lubiążu jest drugim co do wielkości w Europie zespołem klasztorno-pałacowym, więc nasz spacer trochę trwa. Przyglądamy się Opactwu, analizujemy.

Spotykamy na swojej drodze także pasące przy klasztorze krowy. Moi drodzy, są one tak brudne, aż przykro. Przed udojem krowy winno się myć chociaż wymiona, żeby zminimalizować ryzyko przedostania się bakterii i innych pasożytów. Nie wiem czy daje coś umycie wymion, jeśli krowa jest tak brudna. Mam nadzieję, że to mleko nie trafia do mleczarni. A jeśli trafia to i tak się cieszę, bo mój organizm mleka nie toleruje.

Klasztor Lubiąż 6 1024x767 Klasztor w Lubiążu
Brudna krowa

Klasztor w Lubiążu na mapie:

Loading map...

loading Klasztor w Lubiążu

 

5 thoughts on “Klasztor w Lubiążu

  1. Szok! Świetny 🙂 Dobrze, że jest ktoś taki jak TY kto dba o dobre imię Dolnego Śląska! Wpisuję na listę!

  2. Sala książęca robi wrażenie. Jest niesamowita. Wyobraźcie sobie, rozpiździej w klasztorze nieprzeciętny ….kasujemy wulgaryzmy?

Dodaj komentarz